Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
22 posty 234 komentarze

Żołnierz tropi bezprawie.

Michał Podobin - Historia, militaria i poszukiwania prawdy.

szef mon- ODKRYWA WOLUNTARYZM U SWOICH POPRZEDNIKÓW.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

.Tak ma rację pan minister, to był WOLUNTARYZM- podejmowanie decyzji opartych tylko na własnym zdaniu, nieliczenie się z opiniami innych.

·        szef mon- ODKRYWA WOLUNTARYZM U SWOICH POPRZEDNIKÓW.

Nowy szef resortu obrony pokazuje swoją aktywność i usiłuje przekonać opinię publiczną do swojego działania. Nie mam nic przeciwko temu, bowiem, aby coś zrobić trzeba robić. Ważne, by działania były optymalnie uzasadnione.Był bowiem już jeden taki, co to położył nacisk na języki drugi na WF, a obydwaj po części rozłożyli wojsko. Najgorzej, jak zaczyna się dzielić wojsko i skupiać uwagę jedynie na wybranym przez siebie problemie. Jak słyszę, że najważniejszy dla ministra będzie żołnierz na pierwszej linii działania, to zastanawiam się gdzie jest ta linia. A może to jest „gruba kreska”, za którą inni nie będą się w ogóle liczyć.

Cenne jest, gdy się mówi, że zbyt rozbudowana struktura pochłania pieniądze. Ale przecież,  w ostatnich latach nie tylko rozbudowywano tę strukturę, co odbywało się przy zgodnym aplauzie rządu i opozycji, ale również wojskowi w służbie i na emeryturze brali w tym udział. Przypomnijmy sobie chociażby, co dotychczas działo się z tzw. Dowództwem Sił Specjalnych. Utworzone zostało wbrew wszelkiej logice, a jego siedziba była przenoszona w zależności od opcji ministra. Minister Sikorski-do Bydgoszczy, minister Szczygło- do Warszawy, a minister Klich-do Krakowa. Czy za tymi decyzjami nie kryły się inne potrzeby niż operacyjne? Oczywiście optymalnym rozwiązaniem byłoby rozwiązanie tego sztabu, bowiem nasza armia nie jest takich rozmiarów, by było konieczne nadymanie muskułów i ogłaszanie światu, że posiadamy Wojska Specjalne z odpowiednim sztabem.

Oczywiście takie struktury żyją dla siebie, a raczej do zaspokojenia próżności niektórych jej wyznawców.

Nowy minister w kilka dni po objęciu stanowiska zauważył, że „w krótkim czasie musi być uporządkowana sytuacja szeregowych i podoficerów”. Myśl przednia, ale to tylko na użytek mediów. Dzisiaj bowiem, w krótkim czasie w wojsku należy uporządkować bardzo wiele bałaganu uczynionego przez poprzedników obecnego ministra. I wcale nie są tu potrzebne prasowe zapowiedzi, ale spokojne 2-3 miesięczne obserwacje, sprawdzanie, szczegółowe audyty i analizy, które mogą dać prawdziwy obraz sił zbrojnych i kierunki działania. Wiem, że minister nie ma tyle czasu, a prawdopodobnie tu wcale nie chodzi o naprawę, ale o PR-owski wydźwięk działania rządu.

Będziemy świadkami kolejnego jednostronnego działania. Sądzę, że najbardziej możliwym, będzie ogłoszenie kolejnej reorganizacji i zmniejszenia stanów ilościowych poprzez odpowiednie redukcje. Dla rządu są to operacje łatwe do przeprowadzenia / jak wykazała historia działań redukcyjnych /, bowiem modele operacji reorganizacyjnych / ładnie się to nazywa / pozostały po poprzednikach w szafach MON.

Każdy minister obrony musi czymś się wykazać. Obecny zostanie zapamiętany, jako ten, który rozpoczął urzędowanie od 13 dymisji oficerów i likwidacji pułku, chociaż tego terminu nie było w obowiązujących dokumentach personalnych. Likwidacja jednostki wojskowej odbywała się na podstawie określonego rozkazu organizacyjnego i decyzji ministra obrony. A jak było wszyscy widzieli. Dotychczas jednak obecny szef resortu nie dorównał jeszcze swojemu poprzednikowi, a nawet sytuacja mu sprzyja, bowiem wojsko oddało samoloty pasażerskie.

Jednak podjęte działania wpisują się w kolejne odbijanie się od jednej ściany do drugiej. Jeżeli po wizycie w dwóch jednostkach podejmowane są zasadnicze decyzje, to, co będzie dalej? Szeregowi i podoficerowie są słabo opłacani, ale czy to nie dotyczy wszystkich wojskowych? Można oczywiście dokonać równania w „dół”, ale przy następnej wizycie problem będzie inny.

Jeżeli słyszę wypowiedź typu: „Jestem gotów podejmować śmiałe decyzje, by tych rozbudowanych struktur było mniej. Trzeba mieć na uwadze, że częściowo jest to dziedzictwo PRL-u, a potem takich nazwałbym woluntarystycznych decyzji podejmowanych w resorcie obrony”,to śmiech ogarnia mniewielki.W dwie dekady po dokonanych zmianach, pan minister mówi o pozostałościach PRL.

A decyzje wprowadzające ten bałagan personalny, organizacyjny, szkoleniowy i w pozostałych obszarach działalności sił zbrojnych podejmowali poprzednicy pana ministra.Tak ma rację pan minister, to był WOLUNTARYZM-podejmowanie decyzji opartych tylko na własnym zdaniu, nieliczenie się z opiniami innych. Otworzył pan minister pierwszą kopertę i dzielnie sobie radzi. Pozostały jeszcze dwie.

 

KOMENTARZE

  • Wojsko nie jest własnością prywatną.
    Wojsko jest instytucją, która wymaga jasnych i zrozumiałych struktur organizacyjnych oraz prostych zasad podległości. Żołnierz powinien mieć jednego bezpośredniego przełożonego, a w dowodzeniu kompetencje powinny być odpowiednio równe odpowiedzialności.

    Minister powinien mieć świadomość, że jeżeli będzie dowodził z pominięciem szefa sztabu, to musi to czynić kompleksowo, bowiem nie można dowodzić tylko trochę. Jeżeli dowódcy rodzajów sił zbrojnych będą składać meldunki ministrowi / ten model już przerabialiśmy i został krytycznie oceniony przez poprzednika /, to szef sztabu generalnego będzie z boku kierowania siłami zbrojnymi. Czy na tym ma polegać cywilna kontrola nad armią? Jeżeli tak, to jest wielki błąd. Ale cóż nowa miotła, nowy sposób zamiatania.

    Pan minister zaczyna dawać do zrozumienia, że dotychczas w armii brakowało szczerości w odpowiedzi na pytania. Zapewne to dotyczyło kierownictwa resortu, a zwłaszcza poprzedniego ministra B. Klicha, który podejmował mnóstwo różnych decyzji i oceniając brak logiki w wielu z nich nie sądzę, by były one szczerze konsultowane z wojskowymi.
    Nie sądzę również, by minister obrony miał prawo do prowadzenia własnej polityki personalnej.

    Wojsko bowiem nie jest własnością prywatną, czy też partyjną, by działalność kadrowa była realizowana jedynie z punktu widzenia pana ministra. Obecny stan polityki kadrowej stanowi zapewne jeszcze większą zapaść niż uzbrojenie i wyposażenie sił zbrojnych. Niestety mieliśmy zbyt wielu szefów resortów, co to uważali, że mają prawo do prowadzenia własnej polityki personalnej.

    Powiedzmy sobie szczerze, jej dotychczasowym efektem jest wyprodukowanie niepotrzebnej ilości generałów i pułkowników, których przydatność na pierwszej linii /o której tak mocno akcentuje pan minister/ jest w większości żadna. Doprowadzono do takiej sytuacji, że przerwano ciągłość pokoleniową i brakuje doświadczonej kadry do szkolenia sztabów i wojsk.

    W działalności kadrowej / personalnej / nie wystarczy nie mieć wahań. Trzeba przede wszystkim posiadać wiedzę, doświadczenie i przygotowanie merytoryczne do osobistej oceny podwładnych oraz przejrzysty system oceny kadry zawodowej na wszystkich szczeblach dowodzenia. Dotychczasowe działania personalne, w których podstawą były sympatie i antypatie ministra i jego politycznego otoczenia, doprowadziły siły zbrojne na dno bałaganu. I lekarstwem na to nie mogą być grupowe dymisje / wyrzucanie z wojska/, ale niezbędny jest powrót do sprawdzonych zasad działalności kadrowej. Niestety, jeżeli dyrektorem Departamentu Kadr jest przedstawiciel biurokratycznej części wojska, to mamy taki obraz, jak w naszej armii.

    Trudno oczekiwać sukcesów, gdy tłumacze zajmują najwyższe stanowiska w wojsku, a pułkownik w ciągu dwóch lat zostaje trzygwiazdkowym generałem. Można powiedzieć, że był to również przykład braku wahań w działaniach personalnych połączony z wysokim stopniem lojalności / często służalczości / w stosunku do decydenta.
    Można zapytać, dlaczego dopiero po 20 latach transformacji pada pytanie, czy obecny model jest dobry w kontekście obecnych zagrożeń?
  • @Adam Zawrat
    Minister dostrzegł woluntaryzm poprzedników i nie dostrzega, że też to uprawia.
    Pozdrawiam.
    RSz.
  • @Szeremietiew
    Może jednak skomentuje Pan opinię Autora właściwie między wierszami podważającymi sens istnienia odrębnego rodzaju wojsk - Sił Specjalnych?

    "Oczywiście optymalnym rozwiązaniem byłoby rozwiązanie tego sztabu, bowiem nasza armia nie jest takich rozmiarów, by było konieczne nadymanie muskułów i ogłaszanie światu, że posiadamy Wojska Specjalne z odpowiednim sztabem.
    Oczywiście takie struktury żyją dla siebie, a raczej do zaspokojenia próżności niektórych jej wyznawców"

    Armia nie musi mieć odrębnych takich sił, ani tym bardziej odrębnych struktur jej administracji, dowodzenia, logistyki. Jednak jest to POTENCJALNIE ważny rodzaj wojska i kadr w zależności od charakterystyki konfliktu. Tu zadania mogą być bardzo, ale to bardzo różne i całkowicie wątpię żeby do nich szykowano nasze wojska specjalne, które wg mnie są raczej rodzajem policji wojskowej, specjalistycznej żandarmerii i TEN KIERUNEK CAŁKOWICIE TRZEBA ZABLOKOWAĆ. Nie tak mają się rozwijać wojska specjalne!

    Przykładowe zadania tych specjalistów w razie spodziewanej kolejnej "piorunującej klęski" przy której 1939 to przewlekła wojna pozycyjna, a ofensywy z 1920 niemalże stojące w miejscu. Obecne siły zmotoryzowane, nawet czołgi mogą w dobę pokonać dystans całego naszego kraju od granicy do granicy. Do tego desanty, przygotowane oddziały dywersji wewnątrz Polski. Otóż dla okupanta najcenniejsze będą samoloty, na nie musiałoby się rozpocząć polowanie od samego początku. Wojsko Polskie w charakterze Hubalów polujące niczym alkaida na samoloty? TAK WŁAŚNIE! Oczywiście na wojskowe, ale także transportowe.

    Czy każdy nasz komandos potrafi biegle obsługiwać rakiety typu GROM, ale różnej konstrukcji, produkcji zagranicznej? Czy zna miejsca skąd można zapolować na samoloty przy istniejących lotniskach bez wzbudzania podejrzeń? To musiałoby być z publicznych budynków, przecież nie z lasu!!! Dałem przykład, takich zadań są tysiące także podczas regularnej wojny. Czy tworzymy zatem Siły Specjalne dostosowane do naszej specyfiki, czy siły specjalnej troski new world order, albo kolejnych wizjonerów od czapy, a w istocie dywersantów marnujących nasze zasoby? Czy ta elita żołnierzy będzie potrafiła walczyć jak AK podczas Powstania Warszawskiego? Można podać też inne przykłady i to także ze strony dzielnie bijących się innych armii, w tym nam wrogich. Walka to walka. Żołnierze mają rozkazy.

    Chciałbym żeby pułk komandosów rozlokowany w zasadzce w dużym mieście był zdolny do rozwalenia ciężkiej dywizji wroga i posiłków dosyłanych za pomocą stosunkowo lekkiej broni osobistej, ładunków wybuchowych. Chciałbym żeby od podoficera każdy taki komandos był urodzonym dowódcą potrafiącym z kupy nawet cywilów zupełnych stworzyć sprawny oddział ruchu miejskiego oporu. Tylko miejska dżungla daje jakąś szansę. Las jest jak ściernisko przeźroczysty.

    Myślę że nasze wojsko jest szkolone jakby pod realia przynajmniej sprzed kilku dekad, poza tym wiara w układ optymalny, brak zakładania czarnych scenariuszy. Już krytykowałem złożoność systemu REGINA z dywizjonem Krabów 155mm. W warunkach wojny to się zawali, nie sprawdzi, szybko ocalałe Kraby będą działać samodzielnie, czy w mocno wykruszonych zespołach. Kto ich naprowadzi na cel? Kto ich ochroni, zaopatrzy? Może siły specjalne? Tu by się najbardziej przydali obserwatorzy wojskowi na etacie raczej wywiadu wojskowego, chodzi o zakamuflowanie się lokalne. Mamy 10 tys parafii... 40 tys sołectw, to daje obraz ilu trzeba takich "agentów" niezbędnych nie tylko dla artylerii, ale dla oceny sytuacji. Skąd ich brać? Może jednak WOLONTARIUSZE Narodowej Obrony Terytorialnej po specjalistycznych szkoleniach wojskowych? Może wykorzystanie rezerwistów, zwłaszcza emerytów po służbie zawodowej?

    Mając armię obserwatorów i system łączności (choćby amatorska, przynajmniej nie trzeba będzie jej ukrywać, jakieś SB Radio itp... to poradzimy sobie bez satelitów, samolotów, nawet radarów (cele lądowe). To jest chyba moja autorska koncepcja, nie słyszałem o czymś takim. Poza tym chodzi w ogóle o zalążki ruchu oporu, o miejscową OT obywatelską i resortową.

    Powstaje pytanie nie czy Siły Specjalne, ale JAKIE, PO CO.
  • Autor
    Nowy minister robi sporo szumu pod publiczkę, bo wybory tuż, tuż i warto się ludziom przypodobać . Problemów naszego Wojska, naszej narodowej obronności , nie rozwiążą pojedyńcze decyzje podejmowane po krótkich rozmowach w zaciszu gabinetu. Po tylu latach demolki w polskiej obronności konieczny jest audyt całego resortu przeprowadzony przez niezależnych ekspertów powołanych przez prezydenta RP, Zwierzchnika Sił Zbrojnych RP. Po audycie ( 2-3 miesiące), merytoryczna debata polityczna o zadaniach (to najmniejszy problem) i adekwatnym kształcie naszych Sił Zbrojnych. Na takim forum powinien być wypracowany ponadpartyjny mechanizmach kontroli i finansowania obronności (nie tylko wojska). Dopiero wówczas można podejmować działania naprawcze, a raczej rozpoczynać budowę naszej obronności.
    To wszystko co się aktualnie ogłasza jako "niezbędne, ważne decyzje" - pośpieszna likwidacje specpułku, dymisje oficerów i tp. to zamiatanie pod dywan i zwykła przedwyborcza propaganda. Pan minister, człowiek dotąd nie kojarzony z obronnością, sili się na coś o czym nie ma pojęcia. Najbliżsi jego współpracownicy, także ci w mundurach, nic mu tu nie pomogą, bo co są warci już pokazali.
    Zaskoczyła mnie ostatnia decyzja pana gen. W. Skrzypczaka o przyjęciu funkcji doradcy ministra ON w rządzie premiera, którego wcześniej słusznie krytykował. Gdyby zrobił to po wyborach - wszystko rozumiem, sprawa Wojska najważniejsza. Ale miesiąc przed wyborami ...? Dał się Pan okiełznać specjalistom od wizerunku PO na potrzeby kampanii wyborczej. Panie Generale niezależnie od Pana motywacji dla kadry i weteranów służby ta nominacjanie nie wygląda chwalebnie. Stał sie Pan politykiem PO, politykiem bez kompetencji ale z zamkniętymi ustami. Szkoda.
  • @Marek Kajdas
    „Chciałbym żeby pułk komandosów rozlokowany w zasadzce w dużym mieście był zdolny do rozwalenia ciężkiej dywizji wroga i posiłków dosyłanych za pomocą stosunkowo lekkiej broni osobistej, ładunków wybuchowych”
    Ja też bym chciał. Ale to nigdy nie wydarzyło się.

    „Chciałbym żeby od podoficera każdy taki komandos był urodzonym dowódcą potrafiącym z kupy nawet cywilów zupełnych stworzyć sprawny oddział ruchu miejskiego oporu.”

    Tworzenie oddziałów do walki na terenie zajętym przez agresora jest ważnym przedsięwzięciem i powinno być wykonane z dużą precyzją. W II WŚ były przykłady w Azji Płd-Wsch. Ale tam był teren bardzo sprzyjający.
    Jestem za tworzeniem pododdziałów specjalnych, co nie oznacza, że ma to być nowy rodzaj sił zbrojnych. Do tego potrzeba znaczącej ilości wojsk, których nasz kraj nigdy nie będzie posiadał.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY