Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
22 posty 234 komentarze

Żołnierz tropi bezprawie.

Michał Podobin - Historia, militaria i poszukiwania prawdy.

Jakie to będzie święto Wojska Polskiego?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

dla mnie traktowanie wojska przez wielu polityków, wygląda tak, jakby ta fraszka Sztaudyngera była instrukcją do działania

Przed nami kolejne święto Wojska Polskiego. Trzeba jednak przyznać, że atmosfera jest daleka od świątecznej. Tym razem politycy przebiorą się w inne garnitury i będą głosić uroczyste peany na cześć żołnierzy. Ale to jest ten sam pijar, chociaż jutro będzie opakowany w inne foliowe worki. Zawsze jednak chodzi o to samo, o podniesienie o parę procent dla PO w sondażach.Mimo, ze wiele o tym napisano, to z takiej okazji warto do tego wrócić.

Przecież ten cały cyrk z dymisją B. Klicha, generałów i nieznanych z imienia oficerów oraz likwidacją pułku spowodowany był potrzebą dalszego trwania u władzy, a jednocześnie premier potrzebował głośnego powodu do dalszej redukcji w armii. Pamiętamy, co powiedział były szef MON-u, „nie chciałem przeszkadzać w dalszych koniecznych posunięciach”.

Znany nam dobrze obserwator życia publicznego w Polsce powojennejJan Sztaudyngerkiedyś napisał taką fraszkę:

Uradzono przepisy, nowele, ustawy

Osobno dla niedźwiedzi, dla lisów, dla trawy,

A potem prawodawcy, co prawa wydali,

Schodzili w bok przed misiem, a trawę…. deptali.

Może ktoś nie zechce zauważyć podobieństwa, ale dla mnie traktowanie wojska przez wielu polityków, wygląda tak, jakby ta fraszka była instrukcją do działania. Trawa przez nasze elity polityczne została tak wiele razy podeptana, że jej wygląd przypomina bardziej klepisko, niż stadionową murawę. I tego nie zmienią piękne słowa wypowiadane na Placu Piłsudskiego z okazji kolejnego święta.

Często w wypowiedziach pojawiają się nadzieje na poprawę sytuacji, w związku ze zmianą szefa resortu. Nic bardziej mylnego. Deptanie wojska, to nie jest przypadłość jednej osoby, czy też partii politycznej. Nie wierzę w to, że zmiany przyniosą sukces, bowiem gdyby rozwiązanie jednostki miało przynieść sukces, to po tylu zmianach organizacyjnych, powinniśmy mieć wzorowe wojsko. A przecież powodem smoleńskiej tragedii nie był brak dobrej woli pilotów, czy ich zaangażowania w wykonywanie zadań, ale przede wszystkim błędy organizacyjne na wielu szczeblach kierowania państwem oraz traktowaniu szkolenia wojsk jedynie przez pryzmat konieczności nakładów finansowych.

W 1939 roku generał Kutrzeba w bitwie nad Bzurą otrzymał zadnie niemożliwe do wykonania i tym razem pilotom postawiono zadanie pełne niedomówień i niejasności, a ich stopień przygotowania do jego wykonania nie był znany nawet ich bezpośrednim przełożonym.To jest przerażające, że stawiający zadanie nie wiedzieli o możliwości jego wykonania. Oczywiście przyczyny katastrofy należało zbadać, ale nie partyjną miarką, w której na podziałce zabrakło odpowiednich wskaźników. Postąpiono, jak za dawnych czasów, nagrodzono winnych, a najostrzej potraktowano niewinnych. Każdy powinien ponieść odpowiedzialność w zależności od stopnia udowodnionej winy. Śledztwo po ponad rocznym dochodzeniu ujrzało bohatera w B. Klichu, a jedynych winnych w wojskowych. Odpowiedzialnych trzeba rozliczyć, ale uczciwie i nie w celu zaspokojenia opinii publicznej.

Jeżeli głównym powodem rozwiązania 36 splt był brak właściwego poziomu szkolenia i bałagan organizacyjny, to z tego powodu należałoby rozwiązać większość sił zbrojnych. Aktualny system funkcjonowania jednostek wojskowych, ich szkolenie i nadzór nad realizacją toku życia w wojskach nie jest znany decydentom i skwapliwie ukrywany przed opinia publiczną. Doszliśmy do sytuacji, że najbardziej korzystne było ukrywanie prawdy, lakierowanie bylejakości i brylowanie na spotkaniach towarzyskich. Decydenci nie chcieli znać prawdy, ciągle szukali zbędnych środków finansowych, a nieodpowiedzialni dowódcy milcząc zyskiwali uznanie w oczach swoich szefów. W innych rodzajach wojsk tragedii nie widać, bowiem Rosomaki nie muszą lądować, ale ich zdolności do działania są dalekie od oczekiwanych.

Dzisiaj nikt nie podnosi alarmu, że nie ma odpowiednich środków rozpoznawczych w Afganistanie, że nasze bazy wojenne nie są zabezpieczone zgodnie z potrzebami, ale czy do tego potrzeba dopiero nadzwyczajnych wydarzeń. Dlaczego wojska mają mieć ograniczone możliwości rozpoznania i zabezpieczenie swojego funkcjonowania tylko dlatego, że brakuje środków. Przecież, to właśnie brak środków finansowych był przyczyną niedoszkolenia załóg, a generałowie uspokajali nas, że „pieszo” bez trenażerów też można wyszkolić pilotów. Stąd zdziwienie moje budzi fakt, że w wojskach lądowych zdecydowano szkolenie zasadnicze realizować do szczebla plutonu. Z każdym dniem tematów jest coraz więcej. Najmniej zaniepokojeni są decydenci. Ich priorytety ciągle są inne.

To nie jest głos odosobniony. Wreszcie niech ktoś zrozumie, że w wojsku jest źle i to nie dotyczy tylko sił powietrznych, to tylko jest ukryte, ponieważ nikt nie chce o tym wiedzieć i dlatego nie prowadzi się odpowiednich kontroli.Mimo słabego głosu na forach dyskusyjnych, decydenci zaniechali koniecznych działań. Optymalne projekty nie znajdowały uznania, a racjonalizm w działaniu zastąpiono propagandowymi posunięciami. Likwidowano, tworzono, reorganizowano, przedyslokowywano po kilka razy i nominowano coraz to nowe zastępy generałów. Dzisiaj doszliśmy do krawędzi, a to co widzimy i słyszymy jest tylko odzwierciedleniem nieudolności i braku nadzoru.

Winny jest oczywiście minister B.Klich. Ale nie tylko on. Wiem, że był nieudolny i naiwny i jak ktoś powiedział „otoczony grupą cwaniaków i lawirantów”, co przełożyło się na całość jego działań. Często podnoszony jest brak wyszkolenia, ale do tego trzeba koniecznie dodać, że obecnym  profesjonalistom” obniżono wymagania szkoleniowo-ogniowe w stosunku do byłych  żołnierzy z poboru. A nie jest to jedyny sygnał o brakach w szkoleniu i naciąganiu przepisów do potrzeb i innych kombinacji. Nie o wszystkim dowiaduje się opinia publiczna. Ale kto to może sprawdzić, skoro każdy kontroluje siebie i składa meldunki, a następnie obejmuje wyższe stanowisko służbowe.

Jeżeli do tego dodamy fiasko sztandarowego projektu Bogdana Klicha czyli tej.... tzw.Profesjonalizacji,mamy pełny obraz zapaści naszych sił zbrojnych. Kogo to jednak dzisiaj obchodzi. Rozwiązano pułk, zdymisjonowano kilku oficerów bez udowodnienia im winy, a jutro w eter pójdą okrągłe słowa i dalej po polsku ..jakoś to będzie.Media z wyjątkiem niektórych dziennikarzy będą propagować sprawność i zdolności naszych wojsk, a na zakończenie swojej misji obecny minister otrzymana podobną laurkę, jak jego poprzednik.

W jakim zatem nastroju bedziemy jutro świętować?

 

 

KOMENTARZE

  • W jakim zatem nastroju bedziemy jutro świętować?
    W dobrym, bo przypomnimy sobie jednak wygraną wojnę w 1920 roku, choć zmarnowaną jak 1410. Rosję należało wtedy dobić i uzyskać granice sięgające pod Moskwę ze Smoleńskiem. Najpierw należało się sprzymierzyć z białymi, później z Japończykami i dokopać białym, którzy zawsze byliby dla nas zagrożeniem. Rosja to zawsze Rosja, podobnie Niemcy. Przy czy Rosja to wszystko na wschód od nas... łącznie z unijno-natowskimi marionetkami w postaci Bałtów. Tam rządzi ruska agentura m.in i niewielu patriotów, bo trzymaliby się blisko Polski, nie mają INNYCH potencjalnych przyjaciół.

    Pobicie Rosji i tak dało nam szansę na rozprawienie się z upadłymi Niemcami. Zabrakło jaj żeby się za to zabrać najlepiej zaraz od wiosny 1921. Niemcy były rozbrojone, Francja po naszej stronie, nic by nam szkopy nie zrobiły, nie chodziło o zajęcie całych Niemiec i Berlina. Wojna z ograniczonymi celami zdobycia przestrzeni życiowej na zachodzie ;) Osłabienie Niemiec byłoby głównym celem. Należało zbrojnie zająć Prusy Wschodnie i ziemie do granic przynajmniej obecnego PRL. Tam gdzie byli Polacy, to najpierw powstania.

    Zimnowojenny ton, ale tacy kiedyś byliśmy, to było skuteczne.... tysiąc lat temu np za Chrobrego. Zresztą wycieczka na Kijów też nie było pokojowa i za Piłsudskiego. Wykonanie jednak do d... Należało się zamiast szlajania po Kijowie... na Kresach ufortyfikować i godnie przywitać hordy bolszewików samolotami, ostrzałem ciężkiej artylerii z bezpiecznych twierdz, ufortyfikowanych miast. Koniami by ich nie zdobyli! Skąd w nas ta fantazja do wojen manewrowych, "wysoce mobilnych"? Ta głupota nadal pokutuje w naszej armii. Wróg zna każdy nasz krok, a my ich nadal chcemy wymanewrować? To nie jest głupota, to ZDRADA!!! Ktoś nas wkręca w system do kolejnej 100% przegranej wojny z udziałem Rosomaków i starszego złomu, w tym nowoczesnych (sprzed 30 lat) niemieckiej czołgów o niskim spalaniu paliwa (w porównaniu z tupolewem).

    Czy działo np Szeremietiewa 155mm musimy mieć wyłącznie w wersji samobieżnej? Zacofani Amerykanie i inni mają wersje ciągnione, półotwarte, nawet desantowe przewożone pod śmigłowcem. I tak jest ze wszystkim. Zamiast 40 (na chodzie) F16 lepiej mieć 400 innych maszyn do wsparcia pola walki z niskiej wysokości, w tym drony. Zamiast niepotrzebnych Rosomaków (w obecnej postaci) konieczne są transportery piechoty zabierające 20 żołnierzy mogących strzelać z wnętrza pojazdu także, ale zabezpieczonych pancerzem jak w najnowszych czołgach. Ruchomy bunkier i bateria artylerii przynajmniej moździerz 120mm, granatnik automatyczny 40mm, GROM przeciwlotniczy do samoobrony i SPIKE na czołgi, ale lepszej wersji o większym zasięgu. Teraz Rosomaka można z procy zniszczyć,. niewielka poprawa w stosunku do lżejszych przecież gąsienicowych bwp itd broni z PRL.

    Czy doczekamy epickich filmów, seriali o 1920? Czy będą filmy biograficzne o zasłużonych dowódcach, politykach którzy wtedy sprostali jak Witos?
  • @Marek Kajdas
    Gdyby nie fakt, że jestem autorem tekstu, to nie wchodziłbym w merytoryczną polemikę, bowiem widzę zbyt dużą własną przewagę w tym temacie.
    Zacznę od problemów, w których zgadzam się z Panem. Tak, to jest żenujące nawet, że nasza rodzima klimatografia nie poświęciła dostatecznej uwagi temu okresowi. Ostatnio wyświetlany serial, to taki chropowaty, słaby technicznie filmik, w którym brakowało wielu rzeczy, by zaliczyć go do dzieł godnych uczczenia tamtych dni. Fantazja wzięła górę nad realiami, a amatorszczyzna scenografii i aktorstwa budziły śmiech i politowanie. Oczywiście mamy z tamtego okresu wiele barwnych i godnych uwagi postaci, które byłyby przyczynkiem do podkreślenia znaczenia dla Polski tamtego okresu. Z jednej strony mamy kilku reżyserów, których pełno w dyskusjach, ale nie ma jednego do zrobienia dobrych filmów.

    Proszę pamiętać, że przed rokiem 1920 i po nim próbowano podbić Rosję i nikomu się to nie udało. Miał rację Piłsudski, że ograniczył się tylko do określonych obszarów, ponieważ wbrew pobieżnym ocenom, w tamtym czasie, nawet biali stanęliby po stronie bolszewików, by walczyć w obronie Ojczyzny. Zresztą z białymi, nie było sensu nawiązywać żadnych kontaktów, bowiem z ich strony moglibyśmy jedynie otrzymać skuteczniejsze uderzenie, a osiągnięcia na wschodzie byłyby szybko utracone.

    Trzeba pamiętać, że w tym czasie, mimo zwycięstwa pod Warszawą, byliśmy wyczerpani militarnie i gospodarczo, stąd o jakichkolwiek większych wyprawach na wschód, jak i do Prus Wschodnich nie było mowy. Przecież szybciej wracaliśmy z pod Kijowa niż tam dotarliśmy. Natomiast nasz zamysł zajęcia siłą Prus Wschodnich, to po pierwsze spotkałby się ze zdecydowaną reakcją wojsk niemieckich, które wcale nie zostały całkowicie zniszczone, a z drugiej strony Anglia wcale nie siedziałaby cicho, a z „przychylnością” do nas brytyjskiego premiera mogliśmy się zapoznać w czasie wersalskiej konferencji.

    Polska fantazja do bitew i wojen manewrowych była podstawowym sposobem działania. W historii roi się od przykładów polskich królów i hetmanów. Nigdy nie przywiązywaliśmy / ze względów finansowych również / wielkiej wagi do stałych umocnień. Wielkość naszych granic i brak sprzyjającego terenu uniemożliwiał stosowanie strategii pozycyjnej. Trzeba pamiętać, że świat nie zna twierdz i umocnień, których nie dałoby się zburzyć i pokonać jego obrońców.
    To właśnie umiejętny manewr pozwala mniejszymi siłami pokonać wroga na polu walki, o czym Wybicki przypomina w naszym hymnie postać hetmana Czarnieckiego.

    Manewr nie jest zatem głupotą, ale najwyższą umiejętnością armii na polu bitwy, której mozolnie trzeba się uczyć wojska, sztaby i dokładnie dobierać odpowiednich dowódców.
    Do tego oczywiście niezbędny jest pozytywny dobór kadrowy.

    KTO Rosomak nie jest w obecnej postaci również w mojej ocenie optymalnym rozwiązanie, ale jednocześnie pragnę zauważyć, że we współczesnych armiach nie ma transporterów opancerzonych zabierających na swój pokład 20 żołnierzy. Gdyby jednocześnie te transportery miały posiadać opancerzenie czołgów, to ich waga mogłaby sięgać 150-200 ton. To może być tylko w grach komputerowych.
    Oceniając tamto zwycięstwo tylko przez pryzmat dnia dzisiejszego, zbyt łatwo możemy ulec pokusie wielkości.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

ULUBIENI AUTORZY